|
WALIA (Marka RoEs)
23.06.2009 r.
|
Witojcie!
Byłem w południowej Walii. Mieszkałem w Pen-y-graig, w domku 51o36'49,6''N 3o26'44''W. Cała południowa Walia to kraj już nieczynnych kopalni węgla. Węgiel można znaleźć na powierzchni. Dziwny to kraj. Na ulicach nie widać bogactwa. Wręcz przeciwnie. Tubylcy mieszkają marnie (jak na nasze pojęcia), a jednocześnie pielęgniarz o średnich zarobkach jest w stanie utrzymać pięcioosobową rodzinę. Jest brudno. Nie ma kubłów na śmieci. Te trzyma się w workach w domu i wystawia na ulice w dniu wywożenia (raz w tygodniu). Dla nas, ludzi z dolin, jest koszmarnie nierówno. Nie ma kawałka równego miejsca. Wszędzie albo z górki, albo pod górkę. I to ostro. Krajobrazy za to piękne. Coś jak nasze Bieszczady, tylko z bardziej stromymi stokami i bez lasów.
Cardiff jest stolicą Walii. Leży nad zatoką (Cardiff Bay). Ta zatoka jest jak pół naszego Małego Dąbia. Naliczyłem nad nią osiem marin. Żeglarze mają, tak jak na Jersey, przechlapane, chociaż trochę mniej. W zatoce utrzymywany jest stały poziom wody dzięki inwestycji ukończonej w latach 70-tych. Od Kanału Bristolskiego odgradzają ją trzy śluzy z mostami zwodzonymi. Gdy chcą wyjść na morze - muszą się śluzować. Dzięki temu w marinach nie muszą się taplać w błocie. Powiadam Wam, Ludzie: nie ma jak nasze jeziorko!
Miejcie fajnie!
|

... |
|